Izrael – dziennik wyprawy – dzień 2 – cz. 1

Promienie wschodzącego słońca wdzierają się w źrenice. Chwila na przemyślenie. Gdzie jestem? Ah, tak! Jerozolima, Jerusalem. Ziemia Święta. Plan na dziś? Betlejem i stara Jerozolima. Harmonogram dość napięty, ale będziemy celować, żeby niczego nie pominąć. Szybkie śniadanie  (we wszystkich hostelach, w których nocowaliśmy, śniadania nie zawierały dań mięsnych), godzina ósma, wyruszamy!

Z hostelu w prawo… nie! W lewo, wzdłuż torów jedynej linii tramwajowej w Jerozolimie. Kierunek autobus 231, który ma nas dostarczyć do Betlejem. Mamy nadzieję, bo taką informację uzyskaliśmy wczoraj od gościa na recepcji. Dodał też, że sam tam nie może pojechać, bo obywatel Izraela za wyjazd do Autonomii Palestyńskiej może przy powrocie dostać od dwóch do trzech lat w więzieniu. Zapowiadała się ciekawie. Po drodze mijamy ratusz miejski z dużym dziedzińcem, na który wstępujemy licząc na dobre widoki, niestety, nic z tego. Przed dotarciem do autobusu fotka Bramy Damasceńskiej — głównego wejścia do starego miasta. 7 szekli i ruszamy do Betlejem!


Wysiadamy z autobusu. Zagaduję do miejscowych, żeby wiedzieć, co ile autobusy wracają do Jerusalem, oraz którędy najszybciej dotrzeć do Bazyliki Narodzenia — naszego głównego punktu wizyty tutaj. Chwila dyskusji i mamy propozycje, 70 szekli za osobę i mamy Betlejem objazdowo w taksówce. Szybkie targowanie, zbadanie kto z ekipy chciałby sie zabrać. Dobra, 50 szekli, Patryk, Karol i ja. Reszta rusza z buta, my ruszamy w podróż z taksówkarzem, którego imienia nie pamiętam. Plan jest taki, mur, Banksy i trzy kościoły w tym Bazylika.

Mur. Nie, nie był to zwykły murek, Nawet nie ogrodzenie, jakie spotykamy przy domach. Dziesięciometrowej wysokości mur z wieżyczkami strażniczymi okalający teren zabudowany prawie na całej długości przyozdobiony graffiti. Stojący czasem niecałe dwa metry od zabudowań. W mieście kręcimy się przy nim jak szczury, taksówka zabiera nam w dość mroczne i odległe zakątki, kawałek dalej dojeżdżamy do wzniesienia, które jest dobrym punktem widokowym. Poza miastem nie ma muru. Są zasieki z prądem i mnóstwo kamer.

Po drodze słuchając opowieści naszego przewodnika, zatrzymaliśmy się przy oryginalnej grafice Banksy’ego. Chwila dla fotoreportera. Ruszamy dalej.

Kolejny przystanek. Jakiś kościół, o którego istnieniu nie mieliśmy pojęcia, jednak przed nim naszą uwagę przykuł system grot i jaskiń, gdzie skierowaliśmy pierwsze kroki.  Jak się okazało, po rozmowie z księdzem z Polski (wszędzie Polacy) jesteśmy w miejscu, gdzie pasterze paśli zwierzęta ,w momencie jak zobaczyli pierwszą gwiazdkę i skąd wyruszyli do groty narodzenia. No cóż, każda okazja jest dobra. Kolejnym przystankiem miała być już Bazylika Narodzenia, jednak czekało nas jeszcze jedno graffiti Banksyego. Całkiem popularne tutaj są koszulki, bluzy i wszystko inne co jest związane z tymi grafikami. Są nawet oficjalne sklepy, jednak nie sprawdzaliśmy ceny.

W końcu podjeżdżamy. Bazylika Narodzenia. Zbieramy się do wysiadania, jednak nasz taksówkarz-przewodnik mówi, żebyśmy zaczekali. Okazuje się, że dostaniemy przewodnika, Ziada. Coraz bardziej zaczyna nam się to podobać. Okazuje się, że Ziad nie jest jakimś tam gościem z łapanki, ale faktycznie jest przewodnikiem po Bazylice. Ba! Ma nawet specjalną plakietkę! Pierwsze czego się dowiadujemy, to ciekawostka na temat wejścia do Bazyliki. Bo stoimy właściwie przed ogromnymi drzwiami, które są zamurowane, a wejście ma może 150 cm wysokości. Okazuje się, że kiedyś wjeżdżało do Bazyliki na słoniach, koniach, wielbłądach i co tam jeszcze dusza zapragnie, a, jako że jest to miejsce święte, któryś z władców kazał zamurować wielkie wrota i zostawić małe przejście. Proste rozwiązania są najlepsze.

Dowiadujemy się kilku ciekawostek o świątyni, sposobie jej budowania, a tym, że Włosi, którzy ją remontują, są leniwi i tak sobie gaworząc, powolnym krokiem zmierzamy do miejsca narodzenia. Wita Nas tam niemała kolejka, w której spotykamy resztę ekipy. Nasz przewodnik przepuszcza nas przez balustrady, przyprowadza pod zejście do groty, a gdy kolejka przez 5 minut się nie rusza, stwierdza, że mamy powoli schodzić, a on pójdzie od drugiej strony rozładować tłok. No takie coś to ja rozumiem! Nie minęło 10 minut i jesteśmy w środku.

Mnóstwo ludzi, zaduma miejsca świętego, mnóstwo ciekawostek, o których opowiedział nam Ziad, a których nie sposób zapamiętać. Na mnie wywarło to duże wrażenie, a to jeszcze nie był koniec dzisiejszej przygody! Po opuszczeniu Bazyliki podpytaliśmy się Ziada, gdzie można kupić różańce i jakieś pamiątki z Betlejem, a on zaprowadził nas do swojego sklepu. To było do przewidzenia, ale cenowo po otrzymaniu 25% rabatu zrobiliśmy dobre zakupy, pogawędziliśmy o urokach Betlejem oraz spróbowaliśmy lokalnej kawy z kardamonem. Wiedzieliśmy, że czas nagli, a zbliżała się dwunasta, ruszyliśmy więc z naszym taksówkarzem dalej, bo pozostał nam do odwiedzenia ostatni kościół — Kościół Groty Mlecznej,

Taksówkarz okazał się dobrym towarzyszem podróży, oraz potrafił opowiadać o tym co dzieje się w Palestynie, jak ma się sytuacja z Izraelem, udało nam się również podpytać o strefę Gazy oraz zarobki i małżeństwa. O dziwo, Patryk tego dnia jeszcze się w nikim nie zakochał! A to już prawie trzynasta. Średnio w Autonomii zarobki kształtują się na poziomie 1000 USD za msc, litr paliwa to około 7 ISL, wynajem mieszkania 40m2 około 1000 ISL. Natomiast, jeśli chcielibyśmy takie kupić to wydatek 100.000 JOD. Multiwalutowość w pełnej krasie! Za świetną podróż odwdzięczyliśmy się 200 ISL i zapakowaliśmy się w autobus powrotny.

Granica. Dojeżdżamy. Będzie kontrola czy nie będzie. Jak to działa? Oczywiście, że będzie. Wszyscy wysiadają z autobusu. Ale tylko tutejsi. Spoglądamy po sobie, rozglądamy się po autobusie. Kilka innych europejskich twarzy, nikt nie wysiada. Też siedzimy. W końcu żołnierze wchodzą do autobusu, sprawdzają nam paszporty i pozwolenia na pobyt. Chwilę potem autobus z miejscowymi jest już w komplecie. Pani, która nas sprawdzała była bardzo ładna, Patryka nie odstraszył nawet karabin zawieszony na jej szyi — zakochuje się po raz pierwszy… a my ruszamy dalej, do Jerusalem!

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.