Październikowa Islandia – przygotowanie do podóży

Z zamiarem wyjazdu do Islandii nosiłem się już od dłuższego czasu, no i udało się to zrobić w październiku 2016 roku.

Ale po kolei… Konkretny plan wyjazdu zrodził się w lutym lub marcu 2016 roku, wtedy też udało się zebrać ekipę: Magda, Kasia, Michał i Ja. Czterech Jeźdźców Apokalipsy 🙂

Na początku skupię się na planowaniu wyjazdu i błędach, które zostały podczas tego popełnione. Założenie było takie, że nie oszczędzamy na czym tylko się da i raczej jedziemy tak, żeby wydać w miarę rozsądny hajs, ale też nie targamy ze sobą żarcia i innych rzeczy. Także wylatując z Gdańska mieliśmy ze sobą tylko ciuchy, kosmetyki i jakieś 3 litry napojów wysokoprocentowych.

Gullfoss

Bilety kupiliśmy tak, aby spędzić tam jak najwięcej czasu i jednocześnie brać jak najmniej urlopu z pracy. Padło oczywiście na WizzAir, który obsługuje połączenia z Reykjavikiem z Warszawy i Gdańska. A więc wylot w piątek wieczorem z Gdańska i powrót w czwartek rano do Warszawy. Koszt biletów i wybór połączeń do Islandii to na pewno miejsce do optymalizacji kosztów, ale taki termin pasował nam najbardziej.

Po zakupie biletów pozostały tak na prawdę do ogarnięcia dwie rzeczy: nocleg i transport po wyspie.  I chyba tutaj był pierwszy błąd, bo założyłem, że zorganizujemy sobie bazę wypadową w okolicach Reykjaviku i stamtąd będziemy zwiedzać interesujące nas lokalizacje. O ile w odniesieniu do Golden Circle jest to poprawne założenie, bo wszystko jest w promieniu 100 km o tyle robienie 900 km w jeden dzień nie jest już takie super.

Golden Circle – mapa trasy

Tak więc nocleg został wybrany poprzez Airbnb i padło na mieszkanie u Fridtjofa. Mieszkanie niedaleko centrum miasta, w pobliżu stacja benzynowa, sklep 24h oraz ocean i miejsce parkingowe.

Drugi błąd jaki popełniłem, to wybór samochodu. A mianowicie to, że jak zawsze nie czytam tego, co podpisuję. Pierwszą opcją było wypożyczenie samochodu przez RentalCars czy coś w tym rodzaju i dokonałem tego już w kwietniu płacąc niecałe 1300 zł za Volkswagena Polo. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, ze nie doczytałem iż trzeba będzie uiścić kaucję. Problemem nie była kwota, a brak karty kredytowej.. oczywiście doczytałem to jakieś dwa tygodnie przed wyjazdem, w związku z czym zapadła lekka panika. Udało się to rozwiązać wycofując bezstratnie rezerwację w RentalCars i poprzez grupę na FB wynajmując od polaka pracującego na wyspie VW Tourana. Kosztował podobnie, a nie ukrywam był bardziej pojemniejszy niż Polo. Także, jeśli ktoś byłby zainteresowany, to mogę podać numer. Wiadomo, takie podejście ma swoje plusy i minusy, ale Touran sprawdził się znakomicie.

Podsumowując koszty wyjazdu od strony organizacyjnej:
– bilety lotnicze: 184 Euro + 592 zł = 1383 zł za dwie osoby
– samochód: 1400 zł
– nocleg: 399 Euro = 1715 zł za 4 osoby

Razem, przyjmując kurs Euro 4,3 zł wyszło 1470 złotych od osoby.
Na razie nie wliczam tutaj kosztów jedzenia na wyspie i paliwa do naszego mobilu.

cdn.